Na początku nie było niczego. Świat nie istniał. Ludzie nie istnieli. Nie było bólu.
Jednak pewnego dnia... Jakiś kretyn stworzył to wszystko!
========
- Hej! Rin, daj spisać zadanie! - krzyknął Momoki.
- Jezu, nie drzyj tak ryja... W ogóle chuj mnie obchodzi, czy masz zadanie, czy też nie, więc idź sobie z łaski swojej... - powiedziałem leżąc na ławce.
- No weź! Daj, prooooooszę! - zaczął mnie szturchać.
Co za wkurwiający koleś.
- Dobra bierz i wypierdalaj! - rzuciłem mu zeszytem w twarz.
Momoki... W zasadzie nie wiem skąd on się urwał. Nie umiem opowiedzieć o nim czegokolwiek. Po prostu jest tutaj.
- Dzięki... - wyszeptał i poszedł do swojej ławki.
Właśnie tak zazwyczaj wyglądają nasze rozmowy. Ja drę na niego ryja, a on zero sprzeciwu.
Jak zwykle cała klasa się na nas spojrzała. I na co się kurwa lampicie, lachociągi?!
Lekcja w końcu się zaczęła. Olałem całkowicie temat i patrzyłem na fruwające za oknem ptaki. Jebane. Mogą sobie latać gdzie chcą, a ja się tutaj męczę...
*przerwa obiadowa*
- Rin, pójdziemy zjeść na dachu? - spytał radośnie Momoki.
- Przecież wiesz, że nie jadam obiadów... - wycedziłem przez zęby.
- Ale może...
- Nigdzie kurwa nie idę! - przerwałem mu.
- No dobrze... - usiadł naprzeciwko mnie.
Spuścił pokornie głowę w dół. Bawił się jakimś fioletowym piórkiem.
Zapanowała cisza... Oczywiście gapiono się na nas...
W końcu szkoła dobiegła końca. Przebrałem buty i wtedy kiedy miałem już wyjść...
- Rin, wracamy razem? - zapytał optymistycznie Momoki.
Zignorowałem go i ruszyłem do wyjścia. Polazł za mną...
"Rin opanuj się, Rin opanuj się..." - powtarzałem sobie w myślach.
Znowu bawił się tym samym piórkiem.
- Po co Ci to? - spytałem.
- A-a... T-to nic takiego... - powiedział smutno.
Szliśmy w ciszy. Tak to mogę sobie z nim przebywać, ale gdy zacznie pierdolić to normalnie chcę wyjąć pistolet i jebnąć sobie kulkę w łeb.
Nagle stanąłem w miejscu.
- Gdzie ja mieszkam...? - palnąłem próbując poukładać myśli.
- Chodź... Zaprowadzę Cię - złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić.
Jak to możliwe, że zapomniałem drogi do domu? Co ja alzheimera mam?
- To tutaj - wskazał na dziwny niebieski dom.
- Jak to? Nie pamiętam... - złapałem się za głowę obiema rękami.
Momoki pomacał mnie po kieszeniach. Wyjął z nich kluczę.
- Sprawdź czy działają - podał mi je.
Otworzyłem bramkę wejściową.
- To... Do jutra - wysunął rękę w moją stronę i po chwili schował ją.
Odszedł...
Wszedłem do domu oszołomiony.
- Wróciłem...? - powiedziałem niepewnie.
- Oo... Rin, witaj - przywitała mnie jakaś wysoka blondynka.
- Kim... Kim Ty jesteś?
- To ja... Emiko. Twoja siostra.
Nagle przed oczami ujrzałem jakby za mgłą Emiko... Śmiała się. Było jeszcze parę osób, których w ogóle nie znałem, a także... Momoki przytulony do mnie... Że co kurwa?!
Poszedłem za nią do kuchni. Usiadła na krześle i wzięła szklankę soku pomarańczowego.
- E-emiko... Kim jest Momoki? - zapytałem znienacka.
Przełknęła głośno łyk soku i odpowiedziała:
- Twoim chłopakiem, Rin.
K: Uhuhuhu. Ale mi się podoba ten opek. O: Może dlatego, że jest mój. xD No czekajcie na następną część. ^^
