czwartek, 27 lutego 2014

003. Za mgłą, cz. 1

 Na początku nie było niczego. Świat nie istniał. Ludzie nie istnieli. Nie było bólu. 
Jednak pewnego dnia... Jakiś kretyn stworzył to wszystko!

                                                             ========

- Hej! Rin, daj spisać zadanie! - krzyknął Momoki.
- Jezu, nie drzyj tak ryja... W ogóle chuj mnie obchodzi, czy masz zadanie, czy też nie, więc idź sobie z łaski swojej... - powiedziałem leżąc na ławce.
- No weź! Daj, prooooooszę! - zaczął mnie szturchać.
Co za wkurwiający koleś.
- Dobra bierz i wypierdalaj! - rzuciłem mu zeszytem w twarz.
Momoki... W zasadzie nie wiem skąd on się urwał. Nie umiem opowiedzieć o nim czegokolwiek. Po prostu jest tutaj.
- Dzięki... - wyszeptał i poszedł do swojej ławki.
Właśnie tak zazwyczaj wyglądają nasze rozmowy. Ja drę na niego ryja, a on zero sprzeciwu.
Jak zwykle cała klasa się na nas spojrzała. I na co się kurwa lampicie, lachociągi?!
Lekcja w końcu się zaczęła. Olałem całkowicie temat i patrzyłem na fruwające za oknem ptaki. Jebane. Mogą sobie latać gdzie chcą, a ja się tutaj męczę...
*przerwa obiadowa*
- Rin, pójdziemy zjeść na dachu? - spytał radośnie Momoki.
- Przecież wiesz, że nie jadam obiadów... - wycedziłem przez zęby.
- Ale może...
- Nigdzie kurwa nie idę! - przerwałem mu.
- No dobrze... - usiadł naprzeciwko mnie.
Spuścił pokornie głowę w dół. Bawił się jakimś fioletowym piórkiem.
Zapanowała cisza... Oczywiście gapiono się na nas...
W końcu szkoła dobiegła końca. Przebrałem buty i wtedy kiedy miałem już wyjść...
- Rin, wracamy razem? - zapytał optymistycznie Momoki.
Zignorowałem go i ruszyłem do wyjścia. Polazł za mną...
"Rin opanuj się, Rin opanuj się..." - powtarzałem sobie w myślach.
Znowu bawił się tym samym piórkiem.
- Po co Ci to? - spytałem.
- A-a... T-to nic takiego... - powiedział smutno.
Szliśmy w ciszy. Tak to mogę sobie z nim przebywać, ale gdy zacznie pierdolić to normalnie chcę wyjąć pistolet i jebnąć sobie kulkę w łeb.
Nagle stanąłem w miejscu.
- Gdzie ja mieszkam...? - palnąłem próbując poukładać myśli.
- Chodź... Zaprowadzę Cię - złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić.
Jak to możliwe, że zapomniałem drogi do domu? Co ja alzheimera mam?
- To tutaj - wskazał na dziwny niebieski dom.
- Jak to? Nie pamiętam... - złapałem się za głowę obiema rękami.
Momoki pomacał mnie po kieszeniach. Wyjął z nich kluczę.
- Sprawdź czy działają - podał mi je.
Otworzyłem bramkę wejściową.
- To... Do jutra - wysunął rękę w moją stronę i po chwili schował ją.
Odszedł...
Wszedłem do domu oszołomiony.
- Wróciłem...? - powiedziałem niepewnie.
- Oo... Rin, witaj - przywitała mnie jakaś wysoka blondynka.
- Kim... Kim Ty jesteś?
- To ja... Emiko. Twoja siostra.
Nagle przed oczami ujrzałem jakby za mgłą Emiko... Śmiała się. Było jeszcze parę osób, których w ogóle nie znałem, a także... Momoki przytulony do mnie... Że co kurwa?!
Poszedłem za nią do kuchni. Usiadła na krześle i wzięła szklankę soku pomarańczowego.
- E-emiko... Kim jest Momoki? - zapytałem znienacka.
Przełknęła głośno łyk soku i odpowiedziała:
- Twoim chłopakiem, Rin.

K: Uhuhuhu. Ale mi się podoba ten opek. O: Może dlatego, że jest mój. xD No czekajcie na następną część. ^^

poniedziałek, 24 lutego 2014

002. Love is sick - oneshoot

- A-a-a-a-psik! - kichnąłem w kolejną chusteczkę i rzuciłem ją za łóżko.
- Nie rób bałaganu Shota... - mruknął zażenowany blondyn. Ten słodki, niewysoki chłopiec stojący nad moim łóżkiem to Yoji - mój kochanek. Tak, wygląda na zwykłego bish-nastolatka, ale w reality jest ode mnie starczy o 3 lata. Właśnie.
On chodzi już na studia, a ja rozpocząłem liceum - takie dupne te życie. Ale to nie na tyle mojej słodkiej i niewinnej opowieści. Jestem...
- Apsik!
...chory!

- Dzisiaj jadę na uczelnię dosyć wcześnie, ale nie martw się, na szczęście szybciej skończę. Śniadanie masz w lodówce, wystarczy podgrzać. Jakby co to na etażerce masz telefon, znasz mój numer. - zatroskany mężczyzna złożył na moim czole delikatny pocałunek i już miał się szykować do wyjścia, a taki tam ja mu przeszkodziłem. Złapałem go za nadgarstek i...
- *Kaszlu kaszlu*
- Co jest? Miałeś wziąć tabletki na kaszel.
- Prosze, zostań ze mną - wycedziłem, pociągając nosem. Za jednym zamachem pociągnąłem go do siebie i rzuciłem go na łóżko.
- Sh-Shota! M-miałeś... - jęknął, rumieniąc się.
- Przepraszam, ale już nie mogę się powstrzymać.
- Zarazisz mnie! - uniósł głos.
- Nie ważne!
- Ważne! Nie będę m-mógł p-pójść... d-do... sz-szkoł... ej!
Nie dokończył zdania bowiem zacząłem umieszczać na jego ciele mokre pocałunki. Na czole... dwóch policzkach... nosie... ustach... podbródku... szyi... ramionach...
Szybko zdjąłem koszulę i wessałem się w jego sutki.
- S-Shota! P-przestań!
Ucałowałem jego klatę, zaraz doszedłem do dolnej części. Zrzuciłem mu prędko spodnie i bokserki, po czym zatopiłem się w jego penisie. Włożyłem całego do ust, a blondyn doszedł naprawdę za wcześnie. Zdjąłem więc też swoje ciuchy i wszedłem w niego bez namysłu. Poruszałem się bez przeszkód, tylko niewdzięczne stęki wydobywające się z ust chłopaka, sprawiły, że poczułem się z lekka winny. Musiałem jeszcze coś dodać...
- Kocham cię, Yoji - szepnąłem.
- J-ja ciebie t-też...

* * *


001. Zupka chińska ~ one-shoot


- Kosho!! - wydarłem się niespodziewanie. 
- Taaaaak? - spytał uroczy, niski blondynek. 
- Zrób mi zupkę - zrobiłem błagalną minkę. 
- No doooobrze... - podreptał do kuchni. 
Zajmowałem się w tej chwili malowanie obrazu. Obydwoje jesteśmy studentami ASP. Mieszkamy ze sobą od ukończenia gimnazjum. Poznaliśmy się w 5 klasie podstawówki, na trzepaku. Kosho robił wtedy fikołek i nagle się wywalił. Od razu go pokochałem, tylko że... On nadal o tym nie wie. ;_; Śpimy razem w jednym łóżku, a nadal nie miałem odwagi mu tego wyznać...
- Shin...? Zupka gotowa - przyniósł i delikatnie położył na biurku.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem.
On zaś usiadł na łóżku i zaczął czytać jakąś książkę. Jezu... Jaki on słodki. *~*
Nałożyłem na łyżeczkę trochę zupy i wziąłem do buzi. Po chwili...
- KURWA, CO TO ZA GÓWNO?! - wrzasnąłem i wyplułem na dywan.
Tak krzyknąłem, że aż Kosho spadł z łóżka.
- Jak można aż tak bardzo zjebać zupkę?! Pozwę ich! - darłem się na niewinną miskę.
- S-Shin... - stał nieruchomo wystraszony.
- Oj... Przepraszam...
Zapomniałem, że Kosho boi się kiedy ktoś krzyczy.
- Chodź! Popatrz jaka ohydna - wskazałem na naczynie.
Podszedł ostrożnie. Przyglądaliśmy się jej przez ok. 3 minuty. Nagle usiadł mi na kolanach...
- Kosho? - spytałem zdziwiony i lekko tym podniecony.
- Dawno nie siedziałem u nikogo na kolanach - spojrzał na mnie uśmiechnięty.
Czułem jego zgrabny tyłek na sobie... To doprowadzało mnie... Do... sz-a-l-e-ń-s-t-w-a.
Przyciągnąłem jego twarz do siebie i namiętnie pocałowałem. Próbował mnie odepchnąć, co oznaczało, że... kradnę jego pierwszy pocałunek, hihi.
Popchnąłem go na podłogę. Na chwilę przestałem go całować aby odetchnąć.
- S-Shin... Co Ty r-robisz? - spytał oszołomiony.
- Kosho... Proszę pozwól mi kontynuować... Już nie mogę się powstrzymać...
Zanim opowiedział, już wepchnąłem swój język w jego jamę ustną. Powoli zaczął łapać o co tutaj chodzi... Rozpiąłem jego rozporek i zacząłem przejeżdżać dłonią po jego penisie.
- S-shin... - jęknął cicho.
Podciągnąłem jego koszulkę do góry. Ujrzałem jego chudziutki brzuszek. Mmm... Składałem pocałunki na nim. Polizałem mu sutka, a potem ssałem i podgryzałem. On zaciskał dłonie na dywanie z przyjemności. Jaki on wrażliwy... *krwotok z nosa*
Szybko zerwałem z niego spodnie i gacie. O Jezu... Wreszcie zobaczyłem... To chyba moja najpiękniejsza chwila w życiu... Umrę zaraz...
Ale do rzeczy. Na początku polizałem jego członka.
- S-shin... P-p-przestań... - wyjęczał Kosho.
Włożyłem go całego do ust. Rysowałem na nim szlaczki językiem. On wyginał ciało w łuk i krzyczał podniecony. Poruszałem głową w tył i w przód. Zaciskał swoje nogi na mojej głowie. Po chwili... Doszedł w moich ustach.
Wystraszony spojrzał na mnie. Ja zaś uśmiechnąłem się i przełknąłem jego spermę.
- S-shin... C-czemu? - patrzył na mnie cały zarumieniony z łzami w oczach.
- Kosho... Ja... Kocham Cię. - wyznałem mu prawdę.
- A-ale... Dlaczego? - dopytywał się oszołomiony.
Lecz nagle uśmiechnął się i powiedział:
- Już rozumiem. Shin... Ja też Ciebie kocham... Ale nigdy nie myślałem, że ty mnie też... - odwrócił wzrok zawstydzony.
Przyciągnąłem jego twarz do swojej, spojrzałem głęboko w oczy i pocałowałem z uczuciem.
W końcu zrzuciliśmy z siebie całe ciuchy...
- S-shin... Zróbmy to... - wyjąkał.
Wszedłem w niego powolutku. Krzyknął z bólu.
- Przepraszam... - powiedziałem.
- T-to n-n-nic takiego... Chcę, żeby tobie też było przyjemnie...
Poruszałem się w nim, a on krzyczał niemiłosiernie. Ta noc odmieniła wszystko...
                                                               
                                                                     ~*~

Patrzyliśmy na nią w pełnym skupieniu... Była brązowa... Taka wątła...
- No patrz skubana jaka bezczelna. Nadal nie chcę się stąd wynieść! - skomentowałem.

K: Ehem... To je mój łanszocik i mam nadzieję, że się podoba. :3 A jak nie to wypierdalać. xD Pozdrawiam Was moi drodzy yaoiści. <3