poniedziałek, 24 lutego 2014

002. Love is sick - oneshoot

- A-a-a-a-psik! - kichnąłem w kolejną chusteczkę i rzuciłem ją za łóżko.
- Nie rób bałaganu Shota... - mruknął zażenowany blondyn. Ten słodki, niewysoki chłopiec stojący nad moim łóżkiem to Yoji - mój kochanek. Tak, wygląda na zwykłego bish-nastolatka, ale w reality jest ode mnie starczy o 3 lata. Właśnie.
On chodzi już na studia, a ja rozpocząłem liceum - takie dupne te życie. Ale to nie na tyle mojej słodkiej i niewinnej opowieści. Jestem...
- Apsik!
...chory!

- Dzisiaj jadę na uczelnię dosyć wcześnie, ale nie martw się, na szczęście szybciej skończę. Śniadanie masz w lodówce, wystarczy podgrzać. Jakby co to na etażerce masz telefon, znasz mój numer. - zatroskany mężczyzna złożył na moim czole delikatny pocałunek i już miał się szykować do wyjścia, a taki tam ja mu przeszkodziłem. Złapałem go za nadgarstek i...
- *Kaszlu kaszlu*
- Co jest? Miałeś wziąć tabletki na kaszel.
- Prosze, zostań ze mną - wycedziłem, pociągając nosem. Za jednym zamachem pociągnąłem go do siebie i rzuciłem go na łóżko.
- Sh-Shota! M-miałeś... - jęknął, rumieniąc się.
- Przepraszam, ale już nie mogę się powstrzymać.
- Zarazisz mnie! - uniósł głos.
- Nie ważne!
- Ważne! Nie będę m-mógł p-pójść... d-do... sz-szkoł... ej!
Nie dokończył zdania bowiem zacząłem umieszczać na jego ciele mokre pocałunki. Na czole... dwóch policzkach... nosie... ustach... podbródku... szyi... ramionach...
Szybko zdjąłem koszulę i wessałem się w jego sutki.
- S-Shota! P-przestań!
Ucałowałem jego klatę, zaraz doszedłem do dolnej części. Zrzuciłem mu prędko spodnie i bokserki, po czym zatopiłem się w jego penisie. Włożyłem całego do ust, a blondyn doszedł naprawdę za wcześnie. Zdjąłem więc też swoje ciuchy i wszedłem w niego bez namysłu. Poruszałem się bez przeszkód, tylko niewdzięczne stęki wydobywające się z ust chłopaka, sprawiły, że poczułem się z lekka winny. Musiałem jeszcze coś dodać...
- Kocham cię, Yoji - szepnąłem.
- J-ja ciebie t-też...

* * *


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz